piątek, 10 marca 2017

Śmieszne, w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu (tak śmieszne, jak śmieszne wydaje się być postrzeganie różnych spraw przez ludzi wychowanych w innych światach - ten sposób śmieszności), jak wolność znaczy dla każdego z nas co innego. Czuję wolność w tych chwilach poza sesją, kiedy sama wybieram czego i jak dużo się uczę. Wolność to rozpięta kurtka i szalik luźno wiszący na moich ramionach, warkocz niedbale porządkujący moje długie włosy, albo luźny sweter i kawa w dłoni na wiosennym spacerze w słońcu. Wolność, kiedy wtulam się w moją ukochaną osobę na łóżku i mogę pocałować ją w czółko. Wolność, kiedy korony drzew porusza wiatr niosąc ze sobą (no, własnie) ten zapach znaczący dla mnie słowo klucz dzisiejszego wywodu - wolności. Bo las daje to poczucie. Jak byłam mała ciocia Zielona nauczyła mnie piosenki, śpiewanej tylko w lesie, o mrówce, która idzie "cichuteńko i śpiewa sobie tak" - tu następował zawsze ten moment, kiedy mogłam wykrzyczeć się za wszystkie czasy. I to też zawiera w sobie wolność - wyrażanie emocji. Moment, na którym łapie mnie mój najlepszy człowiek świata - kiedy uśmiecham się i zamykam oczy, ciesząc się ze słońca. Wolność to taka chwila, kiedy uśmiecham się do samej siebie idąc ze słuchawkami w uszach. Bo życie jest piękne. Po prostu. Sęk w tym, że najmocniej to czuję, kiedy myślę o wolności, właśnie.

wtorek, 31 stycznia 2017

trochę mi głupio, że nauczyłam samą siebie podejścia do ludzkich problemów w sposób "nie mam Ci jak pomóc, nikt nie ma Ci jak pomóc, więc sam musisz odkryć w sobie swój sposób na własne ocalenie", bo to jest w jakiś sposób nacieczone brakiem odpowiedzialności, brakiem troski. Tylko wiesz, każdy kij ma dwa końce - bo to jednocześnie bardzo racjonalne. Nie można przejmować się każdym problemem świata wokół, bo zwariujesz. A nie chcemy zwariować. Wtedy już na pewno nikomu więcej nie pomożemy.
Nie można ludzi winić, że im źle, że ich własny świat ich wkurwia, że nie widzą celu w swoim życiu. No niby nie można. Ale mnie wkurwia. Nawet nie taka osoba, ale bardziej to, że komuś coś takiego w ogóle może przejść przez myśl. Nie twierdzę, że skoro ja kocham swoje życie i uważam, że jest cudem, czymś najpiękniejszym na świecie, to każdy powinien coś takiego czuć. Hella nope. Ale potem słyszę, że bliska osoba mojej bliskiej osoby umiera w wieku 30 paru lat, pozostawiając 2 małych synów,  bo ma nowotwór, z którym już nic nie da się zrobić. I wracamy do takiej smutnej osoby, której mam ochotę przywalić, kiedy znów powie, jak to jego życie jest bez sensu i mogłoby go nie być. No bo, panie Boże, trzymaj mnie, ale kurwa, no nie. Po prostu nie. Ludzie zrobiliby wszystko, oddali wszystko co mają, żeby dostać choć jeden dzień więcej. A całe życie? Nie są sobie w stanie nawet tego wyobrazić, to tak nieosiągalne.
To jest dla mnie tak cholernie irytujące, że można nie być w stanie docenić największej wartości, jaka istnieje, jaką masz - własnego życia. Tego, że jak nic sie nie spierdoli po drodze to masz jeszcze przed sobą min. 50 lat. A ludzie oddaliby wszystko za jeden dzień. To tak niepoprawne, nie darzyć szacunkiem własnego życia. Nie musimy być zawsze szczęśliwi, ale odnoszenie się z taką pogardą do samego posiadania go przyprawia mnie o przyśpieszone tętno z unoszącego się w moim ciele wkurwienia.

wtorek, 27 grudnia 2016

wieża radości, wieża samotności

Mam takiego znajomego, który większość swoich zdań zaczyna od "ja". Wyjaśnijmy sobie to na samym początku - JEST STUDENTEM PRAWA. PRA-WA. No właśnie...
I tu historia w jakiś sposób zakreśliła koło.
Zacznę od początku.
Poznaliśmy się parę lat temu. Byłam wtedy, ciężko ukryć, inną osobą. Nie umiem określić, czy lepszą, czy gorszą. Spróbuj sam jednoznacznie ocenić, czy naiwność i ogromna wiara w ludzi, otaczający Cię świat to coś dobrego. Ja się poddaję na wstępie. Czemu? Otóż odpowiedź, mili moi, wynika z tego, co działo się przez następne lata - chudsza o dobre kilkanaście kilo (masy ciała, ale tez rozczarowania światem, który nie okazał być się tak niesamowitym miejscem do życia) ja jeszcze nie wiedziała wówczas, że świat nie jest czarno-biały, teraz już nauczyłam się to dostrzegać.
Jako siuśki (nie to, że czuję się teraz stara, ale chyba dałam się światu nieco stłamsić, a to niesie ze sobą jakiś rodzaj postarzenia, odebrania tej swobody i wolności bycia tak kojarzącej mi się z tamtymi licealnymi czasami) spędzaliśmy wspólnie niejedną noc dyskutując do rana na temat świata, który chcielibyśmy budować własnymi ramionkami, swój własny świat, na który chcieliśmy zapracować, mając już wtedy świadomość, że obraliśmy sobie niełatwe cele. Od samego początku tę relację cechowało jedno - szczerość, nie tylko wobec siebie nawzajem, ale i przed samym sobą.
Pozdawaliśmy nasze matury, poszliśmy na te studia, na które chcieliśmy, oboje będąc świadomi tego, jak to drugie cholernie pasuje do obranego kierunku. Wiecie, gdyby nie studiował prawa, to chyba zarekrutowałabym go osobiście na dyplomację. Bo to gaduła straszna. Taka, co to się wypowie zawsze.
Przez cały ten czas naszej znajomości towarzyszyła jej określona muzyka. I muzyka towarzyszy nam wciąż. Dzisiaj do niesamowitej piosenki, którą mi pokazał dołączył mi coś innego, czego tak do tej piosenki potrzebowałam - przejażdżki S8, tak pasującej do chwili, której potrzebowałam, na wsłuchanie się w nią, do poskładania myśli. Właściwie, dołączył mi do tego coś innego, niezwykle istotnego - uczucie powrotu do domu, do siebie samej. Jest osobą, która zdecydowanie za bardzo mnie idealizuje. Tylko wiecie, magia polega na tym, że facet ma w tym niesamowitą moc - bo pozwala mi uwierzyć, że jestem lepsza, niż moje obecne mniemanie o sobie mi podpowiada. A to jest właśnie to, czego tak cholernie potrzebowałam. Wpadłam w jakiś dołek emocjonalno-socjologiczny i mam nieodparte wrażenie, jakby podał mi rękę, mocno, z całej siły za nią chwycił i podniósł mnie. I tak. To jest to, co nazwę magią.
Pisząc słowo "facet" przebiegła mi przez głowę myśl, że patrząc na niego dzisiaj właśnie to też zauwazyłam - to już nie jest ten ciągle śmiejący się chłopak. Nie odbierajcie tego źle. Żaden z niego bufon. On jest śmieszny. Ale dostrzegam, jak zmienia się w mężczyznę, bo to słowo zdecydowanie z większą rozwagą oddające jego obecny styl bycia, niż durne określenie "facet". Zrobił się już mężczyzną. I ma to jedynie pozytywny wydźwięk. I kiedy z nieustającą ekscytacją wypowiada słowa, które wybrzmiewają przy każdym naszym spotkaniu "I popatrz, jesteśmy w tym miejscu, o którym marzyliśmy" mam ochotę go po prostu przytulić. Bo chociaż idiotycznie to zabrzmi jestem z niego po prostu bardzo dumna. I już któryś raz myślę sobie w tej naszej znajomości, ze jest ktoś, kto gdyby żył, byłby z Ciebie tak cholernie dumny. A dzisiejszej nocy jestem nie tylko dumna, ale też szczęśliwa, tak bardzo szczęśliwa, że mimo zmian w nas zachodzących wciąż istniejemy w swoich życiach, że jest.
Nawet nie wiesz, jaki jesteś niesamowity człowiek, TY, studencie prawa.


niedziela, 9 października 2016

Plusem szybko rozwijających się relacji, świeżych, jest to, że wciąż pamiętasz uczucie, jakie dana osoba budziła w Tobie zanim się naprawdę poznaliście. Chciałabym, żeby wspomnienie lekkiego zawstydzenia, podziwu, gdzieś tam inspiracji pozostało we mnie jak najdłużej.
Nie, że tego już nie ma we mnie, raczej tak ciekawie patrzy się teraz na to z perspektywy wiele bliższej relacji. Intuicja to jednak dar od Boga. I, jak pisał Hłasko, czujemy odrazu czy kogoś pokochamy, tylko świat nam wmawia, że tak się nie da. Da się. Pokochałam Cię od pierwszej chwili.

niedziela, 11 września 2016

Pamiętacie, jak Rolling Stones śpiewali  "You can't always get what you want"?
Moi mili...
Gówno prawda,
You can.

sobota, 10 września 2016

Nieraz wybieram wino. Okej. Zazwyczaj wybieram wino. Ale raz na jakis czas pozwole sobie poddac sie temu, co we mnie siedzi. Oczy od płaczu stają sie czystsze. I nie do konca mam na mysli faktyczne oczyszczanie spojowek.

piątek, 9 września 2016

Islands - the XX

Pamiętacie, kiedyś nagłowkiem mojego bloga było zdanie " W życiu chodzi o coś więcej, niż o zwiększanie jego tempa"? Absurdalne jest to, że dopiero teraz zaczynam powolutku rozumieć o co więc chodzi. Ktoś tam na górze obdarzył mnie tym, że największą satysfakcję daje mi uszczęśliwianie ludzi. Małymi kroczkami odkrywałam to już na wcześniejszych etapach mojego emocjonalnego rozwoju. Pośmiejmy się razem, ale tak, mam na myśli te chwile, gdy oglądałam Chirurgów i podekscytowanie tego, że możesz uratować czyjeś życie sprawiało, że mając średnią o wartości niecałego 3,0 leżałam słuchając muzyki z tego serialu i zastanawiałam się nie mogąc usnąć - a więc jak do cholery to osiągnę.
Co było potem?
Licealne przyjaźnie, pierwsze łzy, bo ludzie nieraz to chujki.
Trzeba być twardym. Nie ma miejsca na emocje.
Sratytaty, emocje są spoko. Nie świadczą o tym, że jestem miękką cipką. Ba! Przyznaj się do nich, to się okazuje, że w sumie konkret z Ciebie bad ass. Bo weź tu się ich nie wstydź. Kto sobie na to pozwala?
Więc o co mi w życiu chodzi?
Chyba też trochę o to, żeby nadawało innym sens. Żeby swoją naiwnością i dobrym serduszkiem sprawić, że ktoś poczuje się jak w tej przyjaźni z podstawówki, kiedy chodziłyśmy za rączki, bo tak się kochałyśmy. Naiwne? Durne? I miękki siusiak? No totalnie.
Ale kurwa, pamiętasz, jakie to było świetne uczucie?
I ostatecznie, to właściwie kogo to obchodzi, czy to jest głupie? Daje Ci szczęście? Śmieszne jest? Jest. Koniec. Nie ma co drążyć.
Tacy jesteśmy duzi, tacy dorośli. A tak całkiem serio, to w głębi duszy chcielibyśmy leżąc na kocu i gapiąc się w gwiazdy móc powiedzieć tylko to, co na duszy nam leży wiedząc, że a i owszem, kogoś to AUTENTYCZNIE rusza, obchodzi. A wiesz czemu? Bo jesteś dla niego ważny. To samo w sobie świadczy o tym, że musisz być wyjątkowy.

środa, 31 sierpnia 2016

No need to be kind - Kamp!

Istnieje taka mozliwosc, ze gdybym poznala lekarza, ktory jest zafascynowany neurologia, ktory tak szczerze czerpie z tej specjalizacji ogromną radosc i potrafilby mi to pokazac, zakochalabym sie w tym. Trafilo jednak na chirurgie, na jedyna kobiete w szpitalu w moim rodzinnym miescie, ktora wlasnie skonczyla szkolenie specjalizacyjne z tej dziedziny i jestem najwieksza szczesciara swiata, ze na nia trafilam. Bo dawno sie przy kims nie smialam tak szczerze i tak czesto, jednoczesnie patrzac swoimi malutkimi, niedoswiadczonymi zyciem oczkami na nia jak na zajebisty wzorzec dla samej siebie za pare lat. Z egoistycznego punktu widzenia moge sie po prostu od niej cholernie wiele nauczyc. I chyba nie mam na mysli tylko medycyny.

niedziela, 3 lipca 2016

Widzimy się znów. Ja i poranek, powolne rozjaśnianie się nieba. Doprowadzam się do stanu, gdzie sypiam po 4h na dobę, ale nie jestem w stanie zwolnić.
Kiedy nie siedzę na SORze, nie jeżdzę w karetkach, czuję się trochę tak, jakbym coś marnowała - czas. Kojarzycie ten moment satysfakcji, gdy dopasowujecie ostatni element do waszej układanki w puzlach? To jest to uczucie. TAK BARDZO PASUJE.
SOR, karetki to mój element. Podstawy stanów nagłych i zagadki internistyczne. Zapalenia opon mózgowych, udary, nawet banalne nadciśnienia. Pijani ludzie leżący na ulicy, napady drgawkowe i "po prostu poczułam, że umieram, tak, o 3 nad ranem". Spanie w dyżurce, przerywane telefonem, że coś się dzieje. Kurewsko silne uczucie spełnienia. "Ada, jedziemy" będące najlepszym budzikiem mojego życia. Granat scrubsów, bordowy kolor stetoskopu. Mam teraz takie dwa ulubione kolory. Więcej czasu w tygodniu jestem tam, niż we własnym domu. I czuję, że nie chcę się hamować, jeśli jestem tam taka szczęśliwa.
W międzyczasie popadam w standardowe zauroczenia ludźmi. Boże, jaka ja jestem o tej 4.25 szczęśliwa w tym moim życiu. Jakie ono jest zakurwiście fajne.
Ukłony w strony mojego powiernika, który i o tej porze jest gotowy słuchać mojej podjarki tym wszystkim.

sobota, 20 lutego 2016

Pustki znikaja czy pustki sie zapelnia? Pustki sa personalnie specyficzne czy raczej emocjonalnie? Tesknisz bardziej za kims czy za uczuciem, jakie ten ktos budzil? Pustki same przechodza czy ktos musi przyjsc je zajac? Pustka po kims istnieje czy to my stalismy sie po prostu mniej samodzielni przy kims? Czy pustka po kims to jak szuflada, ktorej nie masz czym uzupelnic? No bo jak sobie z czyms poradzisz, jesli nie umiesz powiedziec, czym to jest.

piątek, 12 lutego 2016

Mężczyźni łatwiej przekazują komunikaty. Walą wprost, nie dodają do swojej wypowiedzi zbędnego emocjonalnego wydźwięku. I to zazwyczaj oni są bardziej przebojowi.
Screw them.
Ty też masz głos. I użyj go dobrze. Odpowiadaj na pytania rzucane w eter, choćbyś nawet wątpił we własną odpowiedź. Najwyżej ktoś Cię czegoś nauczy, a to w końcu nie wydaje się być najgorszą możliwą rzeczą pod słońcem.
Włóż swoje całe siły w to, żeby iść naprzód. Zostałeś do tego stworzony. Na prawdę. Nie do stagnacji, stania w miejscu, a co gorsza - cofania się. Twoje życie nie powinno odbywać się wedle metody 2 kroki przed siebie, 1 w tył. I od nowa. Hella nope.
Masz dwie sprawne nóżki, dwie sprawne rączki, żadnych zaburzeń umysłowych. Jesteś więc w stanie mieć WSZYSTKO. A jedyną przeszkodą możesz być Ty sam. Ograniczenia, które nałożyłeś na siebie wcześniej, a co gorsza te, które ktoś nałożył na Ciebie. Screw it. Wyobraź sobie, że nic nie może Cię powstrzymać. Gdyby tak było, kim chciałbyś być?
To teraz guess what - ich nie ma. To tylko wytwór Twojej wyobraźni, trochę jak potwory czające się w ciemności, które sprawiały, że w nocy bałeś się iść do toalety. One zniknęły, bo dorosłeś i zacząłeś myślec racjonalnie. Kiedy pozbędziesz się złudzeń czających się do dziś?
Jest Ci cieplej na sercu, kiedy wiesz, że tam, dokąd zmierzasz, ktoś Ciebie wyczekuje. Zastanawiam się, czy jest jakieś przyjemniejszy rodzaj odczucia przynależności.

wtorek, 9 lutego 2016

I spotkały się dwie dusze. Dwie dobre, trochę niespełnione dusze. Chcące dać dużo, najlepiej komuś, kto też to czuje. Dusze znów czują się jak w domu.

środa, 27 stycznia 2016

Błysk, impuls, ta chwila. Call it what you want. Po dłuższym czasie, nieco skropionym alkoholem, przepalonych płucach, wysłuchanej muzyki, obejrzanych filmach, wybieganych kilometrach, szukając odpowiedzi, wytchnienia, ostatecznego zebrania myśli. Jest.
Poczułam dzisiaj, która gra jest tak na prawdę warta świeczki. Wiesz która? Twoja.
Zrozumiałam czego szukam. I teraz guess what. Nie jakiejś konkretnej osoby w innych ludzi. Albo i tak, ale jedynie.. siebie? Swojej potrzeby ofiarowania siebie innym ludziom, zagłębiania się w ludziach. Wiesz, kiedy ktoś będzie chciał wydobyć z siebie to, co najlepsze? Jeśli Ty zrobisz to dla niego. Dając ludziom to, co z Ciebie najlepsze, pozwalasz im na to samo. A nie o to nam wszystkim chodzi?
Zacznij na kogoś kurwić prosto w oczy, zrobi to samo. Pokaż, że kogoś lubisz, bądź zainteresowany, nie hamuj się z okazywaniem dobrych, czułych, empatycznych emocji, a dostaniesz to samo od niego. Karma wraca.
Jeśli ktoś nie potrafi dać Ci tego, co Ty byłbyś w stanie dać jemu, zapomnij. Nie z każdej relacji zrobisz przyjaźń. Niektórzy pozostaną Twoimi wspaniałymi znajomymi. I to na prawdę jest w porządku. To też jest wiele warte. Ale nie ma co zniżać swoich oczekiwań. Z szacunku do tego, ile Ty jesteś w stanie dać i poświęcić.
Każdy popełnia błędy. Bylebyś potrafił naprawić wyrządzoną przykrość. Nie trzeba przenosić gór. Wystarczy być w porządku.

sobota, 24 października 2015

Chai Tea Latte.

Wracalam padnieta z pracy, w ktorej jak na zlosc wiekszosc osob placila dzisiaj karta, a wiedz, ze dla kelnera to na prawde nie jest szczyt marzen. Weszlam wiec po kawe taka, jak zwykle - Chai Tea Latte na mleku sojowym, z 1 shotem espresso z gatunku Gwatemala i slodzona miodem. I zaczelam sie cieszyc w duchu jak dziecko. Czekaj, moment. Mowilam przeciez, ze zawsze biore tę kawe, wiec what's the point? Alez ja bylam szczesliwa, idac padnieta i pijac tę kawe - tym, ze mam mozliwosc zyc w takim swiecie, w takich realiach, ze wychodze z pracy, ktora mimo, ze daje w kosc, jest przyjemna, bo opiera sie na kontakcie z ludzmi. Patrzylam na Poznan, ktory szczerze lubie, ktory uwazam za na prawde ladne miasto. I jestem w tym wszystkimi taka bezpieczna. Nie martwie sie o to, gdzie spedze najblizsza noc, nie zastanawiam sie czy mam co zjesc na jutrzejsze sniadanie, niczym nie musze sie martwic. Moim najwiekszym zmartwieniem jest to, ze chcialam o tym opowiedziec kumplowi, ktory nie odpowiada na smsa. Ciesze sie wiec jak dziecko z tego cudownego zycia, ktore mam. I Tobie zycze tego samego. Kazdy zasluguje na takie poczucie bezpieczenstwa i spelnienia.

wtorek, 30 czerwca 2015

Letnia myśl 1.

Cudowna muzyka piesci moje uszy. Leniwe, popoludniowe słońce muska moje stopy, ledwo zakryte przez moje ulubione czarne balerinki, wystajace z cienia rzucanego przez kolorowy parasol w przeuroczej kawiarnii. Popijam lemoniadę z kwiatu bzu. Dym papierosowy drażni moje gardło. Wokół jest tak pięknie - kolorowe kamienice, mnóstwo kwiatów, piękni ludzie na stylowych rowerach, szyld z napisem tak prostym i trafionym - "People are important. Not places". Chłodny wiatr przerywa tak leniwą aurę letniego popołudnia. Uśmiecham się do siebie pod nosem i uśmiecham się szczerze do tego pięknego otaczającego mnie świata. Mój chłopak wspominał mi kiedyś o tej ulicy - zna mnie dobrze, był pewien, że się w niej zakocham od pierwszego wejrzenia. Jest na Starym Mieście, ale nie jest wysycona turystami, schowana chyba tylko po to, żeby poczuć się jak mały, zaciekawiony podróżnik odkrywając ją. Taki Poznań kocham.
Oglądając się za siebie, powiedzmy rok wstecz, widzę, ile się wydarzyło. Wiesz, z dnia na dzień nie widzi się zmian. Musisz spojrzeć troche dalej za siebie. Wiem, że mam ogromne, niespotykane szczęście - jestem niesamowicie usatysfakcjonowana spełniając swoje wielkie marzenie o studiach medycznych. Rzeczywistość okazała się jeszcze lepsza, niż wyobrażałam sobie, że będzie. Jestem wdzięczna, że wszystko ułożyło mi się tak idealnie. Studia pochłaniają zdecydowaną większość mojej uwagi, mojego świata. I pierwszy raz czuję taką pasję w tym, co robię. Poznałam świetnych ludzi, zbudowałam sobie swój malutki świat w tym nowym mieście. Mam swoje drogi, którymi lubię biegać, przyjaciół, których kocham i miłość tak wypełniającą moje około 200 gramowe serduszko.
Pozostaje mi tylko jedna kwestia, która nie idzie po mojej myśli, a zależy tylko ode mnie. I teraz muszę skupić się porządnie na niej.
Ucałowuję, w to piękne, letnie popołudnie teraz już popijając kawę w wybranym przeze mnie uroczym kubeczku w groszki.

środa, 17 czerwca 2015

Midsesja przemyslenia

Trwa sesja. Pierwsza, poważna sesja letnia w moim studenckim dzienniczku. Anatomia za mną, a mi, w tym całym sesyjnym letargu zabrakło już czegoś. Może to taki moment, nie wiem, nie mam jeszcze doświadczenia - kiedy smutki łatwiej łapią, potrzebujesz więcej ciepła od ludzi. Czujesz się co nieco już  będąc blisko mety, jak wypluta pestka. I tak byś chciał, żeby jak najwięcej ludzi z Twojego otoczenia się o Ciebie teraz mocniej troszczyło, bo Ty chcesz troszczyć się o nich. Czegoś mi brakuje. Kogoś. Nie czuję się do końca spełniona. Nie daję z siebie tyle ciepła, ile bym chciała. A wiesz, czemu? Bo to chujowe uczucie, jak tego nie dostajesz  z powrotem. I chyba się poddaję. Przynajmniej na ten najbliższy czas. Bo za bardzo tego teraz potrzebuję. A jak się czegoś chce za bardzo, to też niezdrowo.

środa, 29 kwietnia 2015

O.

Wydaje mi się, że właśnie tego mi brakowało. Wiesz, jeśli ludzie mają swoją skorupkę i to dość grubą, to kiedy zaczynają się otwierać czujesz na sobie ciężar odpowiedziealności. Nie chcesz ich zawieźć, bo wiesz, że dużo ich to kosztowało. Co raz oswoisz, te sprawy. Musisz zaryzykować. Zdecydować, czy wplatasz w to emocje, czy pozostajesz na nie bierny. Bałam się, bardzo, ale czuję się przy nim bezpiecznie. Rzadko spotykam ludzi, którzy tak bardzo widzą to, co ja, tak bardzo czują to, co ja. Ale kiedy ich spotkam, wiem, ze to takie duże skarby, których obdarzę swoją miłością, jak tylko będę umiała.

piątek, 13 marca 2015

Odnajduję powolutku spokój w najgorętszym okresie moich dotychczasowych studiów. I każdemu, kto potrzebuje teraz motywacji, kto jest w tym miejscu, w którym ja byłam rok temu mogę szczerze powiedzieć, że to nie są studia dla samych geniuszy, czy bardzo zdolnych osób. Bo ja sama do takich nie należę. Takie studia uczą (zmuszają?) do pracowitości, samozaparcia. I kształtują charakter. Najważniejsze, żeby uwierzyć w to, że na prawdę - można się na nie dostać, nawet jeśli nie było się w liceum bogiem biologicznym czy chemicznym. Ale zasugerowałabym przyszłym kandydatom na te studia zastanowić się, czy lubią naukę samą w sobie, czy daje im satysfakcja z poszerzania swojej wiedzy. To nie są studia opierające się na samej biologii, co dla mnie jest akurat najlepszą częścią, bo nie byłam jej wielką fanką nigdy. Jest też, przynajmniej na 1. roku dużo chemii, jest fizyka. Idę w przyszłą niedzielę reprezentować uczelnię na targach edukacyjnych i pomyślałam, że to dobry moment, żeby zastanowić się, co właściwie o całym studiowaniu uważam. Są momenty, kiedy mam ochotę korzystać z uroków tego pięknego miasta, zamiast ślęczeć nad histologią. I nieraz sobie na to pozwalam, nie można zwariować. Takie studia absorbują praktycznie całą uwagę. Jeśli na prawdę czujesz, że to to - nie pozwól, żeby zgniótł Cię stres na maturze, czy brak wiary w siebie. Pracowitością można nadrobić brak talentu, jestem tego przykładem.


Wstawiam swój uśmiechnięty ryjek, jakby ktoś zapomniał, jak wyglądam.
I dorzucam w pakiecie cudowną piosenkę, od której nie mogę się odpędzić.



Trzymam kciuki, nic nie stoi Wam na przeszkodzie :)

niedziela, 1 marca 2015

I wszystko zaczyna sie od nowa. Nie wiem, czy jestem gotowa. Strasznie chcialabym, zeby tym razem sie udalo, ale chyba na tym polega problem. Nie wiem, czy nadal posiadam ta zdolnosc, tak latwo zdobywac sobie bliskich. Ostatnio czulam, ze nie, ze chyba juz nie jestem ta osoba, co kiedys. Kiedy tak bardzo bym chciala, zeby okazalo sie, ze akurat ta ceche bede miala na zawsze juz.