środa, 28 listopada 2012

Kiedy zobaczylam, ze jest dostepny na yt caly film z trasy koncertowej Codplaya wszystko inne przestalo sie liczyc. Niewazne chemia, niewazne kolacja, niewazne bieganie. Przezywalam to wszystko jeszcze raz, z podwojna dawka emocji. Ten komcert to jedna z trzech najlepszych rzeczy, jakie mialam okazje doswiadczyc w zyciu. Czuje, ze tak jak i dwie pozostale pozostana w moim sercu juz na zawsze. Lzy ciekna mi po policzkach na mysl o tym, ze to dzialo sie naprawde, ze ja naprawde tam bylam, to zaden sen, zadne marzenie, ktore wizualizowalam w glowie lezac wieczorem w lozku. To dzialo sie naprawde i bralam w tym udzial. Boze, jak to kurewsko dobrze smakuje.
To dla mnie swojego rodzaju sacrum. To kop w tylek, ktory popycha do dzialania. Bo jesli zobaczenie Chrisa Martina w odleglosci 20-30 m jest mozliwe, to co nie jest? W takich momentach zastanawiam sie, jak w ogole moge nie wierzyc, ze cos mi sie uda.

2 komentarze:

  1. jeej ja widzialam już tydzien temu i to jest meeega :3

    OdpowiedzUsuń
  2. pozazdrościć takich wspomnień :)

    OdpowiedzUsuń