niedziela, 31 października 2010

Let the souls wander.

Wstaję o 6.20, wskakuję w dresy, zakładam słuchawki i idę biegać. Biegam do 7. Wracam, wskakuję pod prysznic, szybko się maluję, zjadam zdrowe, pożywne śniadanie. Zabieram plecak i lecę do szkoły, bo Zuza czeka na dole od jakichś pięciu minut! Wpycham jabłko do plecaka, w którym i tak mam za dużo miejsca, bo jak zwykle zapominam połowy książek. Wchodzimy 3 minuty przed dzwonkiem, akurat, żeby zmienić buty i zostawić panu w szatni. Lekcje mijają szybko, o 12.25 obiad. Nie jadam zup, zaledwie połowę drugiego dania. Po szkole wracam do domu, robię lekcje, uczę się. Spotykam się z dziewczynami, po powrocie ponownie wciągam dresy. Znów biegnę przed siebie, ile sił w nogach, myśląc o wszystkim i o niczym. Nasz jogging uwalnia mnie od stresu. To dzięki niemu, dzięki zdorwemu jedzeniu potarfię traktować to wszystko z dystansem. Zadowolenie z siebie dodaje mi pewności siebie, której i tak mam nie mało. Codziennie wstaję z łóżka z uśmiechem, jestem ciekawa, co przyniesie ten dzień. Tyle jeszcze przede mną, raaaany. 













1 komentarz:

  1. a ja myślałam, że nie zdajesz sobie sprawy, że CZEKAM na dole ;D

    OdpowiedzUsuń