wtorek, 2 kwietnia 2013
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
niedziela, 31 marca 2013
I enjoy living alone immensely.
With the exception of when I am sick.
Or, maybe I like being able to crawl around in sweat pants,
with messy hair and be messy. But, I don’t like pressing my cold hands to my
hot forehead, or dragging my small mattress to the ground and throwing all the
pillows and blankets on it to create a nest that is just a substitute for
someone holding me.
I enjoy being able to
cough, and sneeze without thinking that it sounds gross.But I don’t enjoy
brewing a single cup of tea. Or watching movies I would much rather watch while
being cuddled.
I don’t like to share my weaknesses with people, but a lot
of me wants to be able to share that side of myself with someone. With someone
who will just be, with me, on a nice Monday night in March, and keep me company
while the meds kick in.
Who will run out for a box of the extra soft tissues because
I only have the bargain brand that makes my nose all red.
Yeah, or maybe I really just like living alone.
Recently I’ve learned that you can’t wait around for life to be good for you, you have to make it good for yourself with the resources that you have. That’s why you could own the whole entire world but if you don’t have the drive and urge to make your life special then you own absolutely nothing in the end.
sobota, 30 marca 2013
czwartek, 28 marca 2013
Odkryłam ostatnio najlepsze możliwe połączenie - pysznej czekolady popijanej mocną, czarną kawą. I chociaż za każdym razem sobie obiecuję, ze nastepnym razem wybiorę czekoladę nieco zdrowszą od typowej Milki, to i tak kończy się tak samo. Trudno ukryć, że czekoladę kocham najmocniej na swiecie (zaraz po Panu Idealnym, rzecz jasna!). I chyba największym wyzwaniem byłoby w zimę (obecną wiosnę) z niej zrezygnować. Dlatego zamiatam pod dywan, jak długo mogę ten pomysł pozbycia się paru kilogramów ;>>
"Podróż jest stanem stopniowego uwalniania duszy.
Rozpoczyna się oddaleniem od miejsca, gdzie codzienność wymaga kontrolowania myśli, racjonalnego podejmowania decyzji, przewidywania konsekwencji i używania odpowiednich słów.
Przez pierwsze trzy dni świadomość ulega wyciszeniu i coraz mniejsza staje się gotowość reagowania na żądania zewnętrznego świata. Rośnie natomiast potrzeba zaspokojenia własnych wewnętrznych oczekiwań, które bardzo długo leżały przysypane i przyduszone codziennością.
Wtedy rozpoczyna sie też wyprawa wgłąb własnej duszy.
Nie trzeba już zmuszać swoich myśli do koncentrowania się na jakiejś "bardzo ważnej sprawie". Myśli same odnajdują właściwy kierunek i jeśli im tylko pozwolisz, zabiorą Cie na fascynującą wyprawę do wnętrza twojej duszy.
Uwielbiam ten stan"
Beata Pawlikowska.
"Podróż jest stanem stopniowego uwalniania duszy.
Rozpoczyna się oddaleniem od miejsca, gdzie codzienność wymaga kontrolowania myśli, racjonalnego podejmowania decyzji, przewidywania konsekwencji i używania odpowiednich słów.
Przez pierwsze trzy dni świadomość ulega wyciszeniu i coraz mniejsza staje się gotowość reagowania na żądania zewnętrznego świata. Rośnie natomiast potrzeba zaspokojenia własnych wewnętrznych oczekiwań, które bardzo długo leżały przysypane i przyduszone codziennością.
Wtedy rozpoczyna sie też wyprawa wgłąb własnej duszy.
Nie trzeba już zmuszać swoich myśli do koncentrowania się na jakiejś "bardzo ważnej sprawie". Myśli same odnajdują właściwy kierunek i jeśli im tylko pozwolisz, zabiorą Cie na fascynującą wyprawę do wnętrza twojej duszy.
Uwielbiam ten stan"
Beata Pawlikowska.
poniedziałek, 25 marca 2013
niedziela, 24 marca 2013
Nie lubimy przyznawać się przed innymi do błędów, słabości, porażek. Wystarczy nam, że sami mamy tą okrutną świadomość, ze daliśmy ciała. Ale cholera, pokomplikowało się. Wyobraźcie sobie sytuację - jesteście zakochani w kimś, komu z natury wszystko się udaje; jeśli na czymś mu zależy, zdobywa to; jeśli uważa, ze ma racje, nie odpuści, póki tego wszystkim nie udowodni. Wielki pan idealny. Nie ironizuję, broń Boże, to po prostu troche tak wygląda. I ja. Jeden wielki chaos, zamieszanie, małe zwycięstwa, troche porażek. Przyznać się do jakiejś porażki przed panem idealnym - to zadanie nie do wykonania! Kocha, jak kocha, nie wątpię, ale mi nieraz po prostu głupio bywa, ze Pan Idealny zakochał się w takim jednym, wielkim chaosie.
niedziela, 17 marca 2013
sobota, 2 marca 2013
Medytacja polega na wyciszeniu myśli, na skupieniu sie na tym, co ma nam do powiedzenia nasze ciało. Skupiamy uwagę na oddechu, myśli same odchodzą, podczas kiedy my wizualizujemy sobie drogę, jaką pokonuje wciągnięte przez nas powietrze. I uważam, ze to działa na takiej samej zasadzie jak znienawidzony przedmiot - niecierpimy go, dopóki nie zaczniemy go analizować, spędzać więcej czasu, żeby go zrozumieć - a wtedy zaczynamy go kochać, aż stajemy się najlepsi i nie możemy wręcz uwierzyć, jak to możliwe, że nie było tak od zawsze! Skupiając się na oddychaniu zaczynamy nabierać swojego rodzaju szacunku do ciała, w którym żyjemy. I chcemy go słuchać - jak nauczyciela. To ono, nasze ciało, wie przecież najlepiej, czego potrzebuje. Chodzi tylko o to, zeby nauczyć się być otwartym na jego rady, upodobania, zachcianki, ktore tak często mylimy (niedobór witamin czy odwodnienie mylimy z ochotą na coś niezdrowego np). Kiedy zaczniesz słuchać swojego ciała, Twoje życie może się bardzo zmienić. Nie. To Twoje postrzeganie go się zmienia. I ucząc się szacunku do samego siebie, wchodzisz na drogę odkrywania własnego "ja". Wiele wyraźniej widzisz kim chcesz być, co chcesz osiągnąć, co daje Ci szczęście, a co je odbiera. Wierzysz w siebie, wierzysz w innych. Myślisz pozytywnie o sobie, myślisz pozytywnie o innych. Nie ma w Tobie pretensji do samego siebie, nie ma do całego świata. Polecam, jak najbardziej. Spróbujcie nauczyć się słuchać, a ciało z pewnością Wam za to podziękuje.
środa, 20 lutego 2013
To jest ten moment, ta chwila, której nijak nie da się uchwycić. Ta chwila po paru piwach, leci Dżem, nie jestem w stanie opisać tego słowami, to coś tak ulotnego. Obok siedzi on, mogę w każdej chwili usiąść mu na kolanach i poczuć się jak mała dziewczynka w silnych, męskich ramionach. Wychodzę na papierosa i nie grozi mi poczucie jakiejkolwiek samotności, bo wiem, że on i tak zaraz stanie za mną, obejmie mnie, pocałuje w szyje i znów zaczniemy się śmiać. Infinity, please.
wtorek, 19 lutego 2013
czwartek, 14 lutego 2013
Uważam, że Walentynki powinno się obchodzić nie tylko z osobą, z ktorą jest się w związku. To dzień okazywania miłości. Jasne, okazujmy ją codziennie, ale miło w taki dzień poczuć, ze ktoś o nas pamieta. Dlatego dziś skupiam się nie tylko na moim chłopaku, ale na osobach, które kocham. Zasługują na to. :>
poniedziałek, 11 lutego 2013
Mysle, ze kobiety maja wiele czesciej kompleksy niz mezczyzni bo przed nimi stawia sie wymagania (albo same je sobie stawiamy?) - podniecajace sa czerwone usta, szpilki, piekna bielizna i masa innych pierdol. Wydaje mi sie, ze od faceta wymagamy przede wszystkim pozadania czy poczucia bezpieczenstwa. Ale kiedy chcemy sprostac, okazuje sie, ze nie spelnimy wszystkich erotycznych marzen. Jasne, my wiemy, ze faceci w gruncie rzeczy nie potrzebuja tego wszystkiego - pewnosc siebie i ladna bielizna juz moga naprawde wiele dac. Kobiety ze slaba samoocena moga miec teraz z tym problem, czujac, ze nie moga byc tak seksowne, jak ta czy tamta bylaby w stanie. Te z wysoka sa w siodmym niebie. Nic, tylko dzialac. :3
niedziela, 10 lutego 2013
Usłyszałam, ze "związek to nie jest chodzenie własną drogą" i wiecie, po dzisiejszym głebokim przemyśleniu tego - za cholerę się nie zgodzę. Wręcz przeciwnie. To chodzenie własną drogą, a nawet dokładniejsze jej zwiedzanie, bo z poczuciem, ze jest ktoś, kto popchnie Cię do przodu, kiedy się zawachasz, kto przypomni Ci, co kochasz, kiedy się zgubisz. Chyba największym zabójcą miłości jest próba ograniczania drugiej osoby. Róbmy to, co kochamy i pozwalajmy na to tym, których kochamy.
Dzisiaj poczułam się silniejsza w swoich uczuciach, kiedy przez większość dnia robiłam to, co lubię najbardziej - spędzałam czas z ludźmi, słuchałam, starałam się pomóc. I nikt mnie nie ograniczał. Pod koniec mogę sobie powiedzieć, ze to był dobry dzień.
Dzisiaj poczułam się silniejsza w swoich uczuciach, kiedy przez większość dnia robiłam to, co lubię najbardziej - spędzałam czas z ludźmi, słuchałam, starałam się pomóc. I nikt mnie nie ograniczał. Pod koniec mogę sobie powiedzieć, ze to był dobry dzień.
Run for your life, my love
Run and you don't give up
It's all that you are
All that you want
I will be close behind
Run for your life
Run and you don't give up
It's all that you are
All that you want
I will be close behind
Run for your life
piątek, 8 lutego 2013
środa, 6 lutego 2013
Skąd się bierze ta pustka? To przytłoczenie, to poczucie marnowania czasu, swojego życia robiąc to wszystko, co robimy. To szczere znudzenie swoim życiem..
Tak bardzo marzy mi się kupić bilet na samolot, spakować pare rzeczy i ruszyć w nieznane. Odkrywać. Nie martwić się o przyszłość, nie martwić się o nic.
Tak bardzo przygnębia mnie to, ze nie mogę sobie na coś takiego pozwolić i prawdopodobnie nigdy nie będę mogła.
Serce mnie ściska na myśl o wszystkich miejscach, jakie chciałabym zobaczyć. Na myśl o Peru, Wyspie Wielkanocnej, Sri Lance, Bali, Indiach, Nowym Jorku, Paryżu, Barcelonie, Moskwie, Izraelu, Nowej Zelandii, Kenii, Turcji, San Francisco, Waszyngtonie, Utah, Teksasie, Meksyku, Panamie, Wenezueli, Brazylii, Grecji, Rzymie, Chinach, Japonii, Mongolii.. Czuję się troszeczkę jak ptak zamknięty w klatce.
Marzę o wielkich podróżach, wielkiej miłości i wielkiej pomocy, jaką chcialabym komuś udzielić, o wielkich emocjach, wspaniałych doświadczeniach, poznaniu tak wielu ludzi, o porannej jodze na plaży na Bali i jeżdżeniu konno w Teksasie, o Sylwestrze na Times Square, o tylu rzeczach..
Tak bardzo marzy mi się kupić bilet na samolot, spakować pare rzeczy i ruszyć w nieznane. Odkrywać. Nie martwić się o przyszłość, nie martwić się o nic.
Tak bardzo przygnębia mnie to, ze nie mogę sobie na coś takiego pozwolić i prawdopodobnie nigdy nie będę mogła.
Serce mnie ściska na myśl o wszystkich miejscach, jakie chciałabym zobaczyć. Na myśl o Peru, Wyspie Wielkanocnej, Sri Lance, Bali, Indiach, Nowym Jorku, Paryżu, Barcelonie, Moskwie, Izraelu, Nowej Zelandii, Kenii, Turcji, San Francisco, Waszyngtonie, Utah, Teksasie, Meksyku, Panamie, Wenezueli, Brazylii, Grecji, Rzymie, Chinach, Japonii, Mongolii.. Czuję się troszeczkę jak ptak zamknięty w klatce.
Marzę o wielkich podróżach, wielkiej miłości i wielkiej pomocy, jaką chcialabym komuś udzielić, o wielkich emocjach, wspaniałych doświadczeniach, poznaniu tak wielu ludzi, o porannej jodze na plaży na Bali i jeżdżeniu konno w Teksasie, o Sylwestrze na Times Square, o tylu rzeczach..
wtorek, 5 lutego 2013
Czy nie powinno być tak, że im starsi się stajemy, tym spokojniej podchodzimy do wszystkich porażek, do miłosnych niepowodzeń, życiowych problemów? Mam wrażenie, że coś jest nie tak. Od kiedy osiemnastolatki zamiast cieszyć się z tego, że cały świat przed nimi do odkrycia, zamiast marzyć każdego dnia o wspaniałym życiu czują się jak zmęczone życiem czterdziestolatki? Te wspaniałe osiemnastolatki, wspaniałe przyjaciółki, kochane osoby zasługują na coś więcej. Boli mnie to, kiedy widzę, jak tak cudowna osoba cierpi, to naturalne. Mam ochotę wydrzeć serce każdemu, przez kogo moja osóbka płacze, nie radzi sobie ze swoimi emocjami. I wkurza mnie, że jestem w tym wszystkim taka bezsilna. Chciałabym podjechać po nią, zabrać na zakupy, na pyszną kawę, dać sie wypłakać, kupić jej piękne szpilki, zapakować w piękne pudełko z ogromną, różową kokardą, przynieść jej do łóżka, w którym mogłaby spędzić dzień, z zapasem ulubionej czekolady i filmem, przy którym mogłaby się wypłakać. Mogłybyśmy spędzić wieczór leżąc na łóżku, w tle leciałaby płyta Ani Dąbrowskiej, a my starałybyśmy się zrozumieć facetów. Jak mnie to niemiłosiernie wkurwia, że nie mogę tego wszytskiego zrobić. Ona po prostu zasługuje na szczeście.
***
Nadchodzi taki moment, kiedy wiesz, ze chcesz nazwać kogoś "przyjacielem". Moment, kiedy wiesz, że wszystkie wcześniejsze rozczarowania innymi osobami już nas nie przerażają, bo wiesz, że znalazłeś ukojenie, szczęscie, znów komuś ufasz. Taki moment, kiedy czujesz to wgłębi serca, że TO TA CHWILA. Widzisz, jak ktoś się o Ciebie troszczy, jak przewróciłby wszystko do góry nogami, żeby tylko wszystko było u Ciebie dobrze. I czujesz ogromną potrzebę dawania, potrzebę okazania jak silnie to doceniasz, jak bardzo Ci na kimś zależy.
***
Jedynie, co mogę teraz zrobić, uziemiona na 4. piętrze, to dodać tutaj piosenki, które moga trafić do tej wspaniałej osóbki i pare zdjęć, które "zczai" jak nikt inny.
***
Pamiętaj, że masz to 18 lat i wszystko przed Tobą. Pamiętaj, że zasługujesz na coś wspaniałego i jestem pewna, ze to dostaniesz. Pamiętaj, że nigdy nie jesteś sama, że jestem tuż obok. Pamiętaj też, że za 1,5 roku to będzie możliwe, żebym przyniosła Ci kawę ze Starbucksa i paczkę czekoladek, kiedy będziesz cierpiała. Tyle rzeczy przed nami..
***
***
Nadchodzi taki moment, kiedy wiesz, ze chcesz nazwać kogoś "przyjacielem". Moment, kiedy wiesz, że wszystkie wcześniejsze rozczarowania innymi osobami już nas nie przerażają, bo wiesz, że znalazłeś ukojenie, szczęscie, znów komuś ufasz. Taki moment, kiedy czujesz to wgłębi serca, że TO TA CHWILA. Widzisz, jak ktoś się o Ciebie troszczy, jak przewróciłby wszystko do góry nogami, żeby tylko wszystko było u Ciebie dobrze. I czujesz ogromną potrzebę dawania, potrzebę okazania jak silnie to doceniasz, jak bardzo Ci na kimś zależy.
***
Jedynie, co mogę teraz zrobić, uziemiona na 4. piętrze, to dodać tutaj piosenki, które moga trafić do tej wspaniałej osóbki i pare zdjęć, które "zczai" jak nikt inny.
***
Pamiętaj, że masz to 18 lat i wszystko przed Tobą. Pamiętaj, że zasługujesz na coś wspaniałego i jestem pewna, ze to dostaniesz. Pamiętaj, że nigdy nie jesteś sama, że jestem tuż obok. Pamiętaj też, że za 1,5 roku to będzie możliwe, żebym przyniosła Ci kawę ze Starbucksa i paczkę czekoladek, kiedy będziesz cierpiała. Tyle rzeczy przed nami..
***
Subskrybuj:
Posty (Atom)