sobota, 7 lutego 2015

Nieraz przychodzi taka fala, która stara się mnie pochłonąć. Fala wszystkich smutnych wspomnień, wszystkich zmartwień, o których na codzień nie myślę. Nie cierpię być wtedy sama, bo trudniej mi przed nią uciec.

niedziela, 1 lutego 2015

Trudno jest nakreślać granice, gdy ciężko nawet mówić o jakiejś relacji. Wiadomym jest, że każdy lubi je znać, tylko najtrudniej zmusić się i spytać, gdzie dokładnie one przebiegają. Jak już je poznasz odchodzą niezręczne uczucia. A tych z kolei nikt nie lubi.

czwartek, 29 stycznia 2015

Umiem już określić co najbardziej mnie w ludziach wkurwia. I zdecydowanie jest to przeciwieństwo bycia bezpośrednim. Tak strasznie nie lubię jakichś podchodów, bawienia się w chodzenie naokoło. Całego tego pieprzenia się w ukrywanie uczuć, własnego zdania. I jednocześnie bezpośredniość będzie dla mnie tym, co w ludziach lubię najbardziej. Wydawało mi się zawsze, że to taka typowa cecha facetów, dlatego wydawali mi się w jakiś sposób bardziej zrozumiali, ich komunikaty są klarowne i takie po prostu.. PROSTE. Myślałam, że jak pójdę na studia to będzie jeszcze prościej, bo poznawani też starsi ode mnie faceci według mojej zasady powinni być jeszcze bardziej bezpośredni, ale chyba pomyliłam się, zbyt szybko zaszufladkowałam cechę z wiekiem. Bo nie są. Troche mnie to rozczarowało, troche rozśmieszyło.

środa, 28 stycznia 2015

To jeszcze nie jest permanentne uczucie. Pojawia się momentami. Staram się jak mogę do niego nie przywyknąć, bo się go trochę chyba boję. Ludzie zranili mnie parę razy, więc teraz robię wszystko, żeby się do nich nie przyzwyczajać, nie ufać nad wyraz, nie snuć planów. Dzisiaj się potknęłam. Pierwszy raz na tych studiach czuję, że byłam zbyt pewna siebie i to mnie zgubiło. Jestem sobie w stanie wyobrazić, że akurat takie studia, na jakie się zdecydowałam będą nieraz powodowały gorszy ból niż ten, kiedy po prostu nie patrząc pod nogi potykasz się i lecisz wprost przed siebie. I o dziwo, to ta świadomość mnie podnosi, pomaga otrzepać dłonie i się podnieść. Pewnie minie parę dni zanim moja skóra uzupełni ubytek, ale zagoi się na pewno. Pewnie przetrzymam na tych studiach wiele cięższych upadków, bo sukces rzadko wygląda jak prosta liniowa. Mimo wszystko, pierwsze zawiłości są tymi najtrudniejszymi do zniesienia, bo jeszcze sama nie jestem siebie na tyle świadoma co jestem w stanie znieść. Więc kiedy dzisiaj się potknęłam, moja akademicka rodzina chyba podświadomie to wyczuła. Wróciłam nieco zjechana psychicznie po tym dniu i były tu osoby, które czekały na to, żeby wyprostować mi dumnie plecy, wywołać uśmiech na twarzy i przypomnieć, że to nie jest przypadek, że tu jestem, a takie potknięcia się najzwyczajniej zdarzają. Studia, a z pewnością pierwszy rok wyzwalają w ludziach potrzebę opieki kimś. Nagle znajdujemy się sami w tym dorosłym świecie, gdzie trzeba pamiętać o kupieniu pasty do zębów, bo nikt za nas tego nie zrobi. I chyba dlatego staramy się budować tu nasz mały dom, tworzyć swój świat na nowo, opiekować się kimś, żeby nie czuć się tak samotnie. Ja sama czuję, lub czułam, nie umiem powiedzieć, tą potrzebę. Czułam, że mój świat się trochę zmienił i cholernie potrzebowałam mieć więcej SWOICH ludzi, ale to bez sensu. Lepiej znoszę nawet lekkie poczucie samotności, niż oczekiwanie na ruch drugiej osoby. Uczę się, że nawet jeśli ktoś wydaje się być na prawdę świetną osobą, ciekawą, wartą poznania, to nie mogę czekać, aż się odezwie, aż też to poczuje. Pewnie nie zawsze czuje się to jednocześnie. Muszę tylko jeszcze nauczyć się przestać czekać. Bo niby to bez sensu, ale co, jeśli okazało by się, że to jednak jest tego warte? Więc czekać, czy nie czekać?

czwartek, 22 stycznia 2015

Na pierwszym roku studiów medycznych poznałam uczucie, jakiego w liceum nie doświadczyłam - wrażenie przepalenia mózgu.

niedziela, 18 stycznia 2015

Po pierwszym kolokwium z anatomii.

Uczę się dalej. Anatomii, histologii i ludzi. Ludzi najbardziej. Czuję, jak buduje mnie każda nowa znajomość. I czuję, że się zmieniam. Z każdym dniem kocham te studia coraz bardziej. Siebie też.
Mam nieraz wrażenie, że moje życie jest trochę jak układanie puzzli. Próbuję nowych rzeczy i sprawdzam czy pasują do mojego obrazka. Bawię się przy tym tak świetnie. O to im chodziło, kiedy mówili, że studia to najlepszy czas w życiu? Bo jak narazie - mają rację. :333


środa, 15 października 2014

Pzn

Dotarłam do celu. W drugim tygodniu października dostałam wreszcie telefon z uczelnii, na którą tyle czekałam. Popłakałam się, chyba głównie przez świadomość tego, że skończył się ten przeklęty czas niewiedzy gdzie spędzę najbliższe minimum 6 lat.
I o to jestem. Miasto jest przepiękne. Choć mojemu sercu wciąż bliżej do Wrocławia, niż Wielkopolski, jestem zachwycona. Zachwycam się jak dziecko każdym kolejnym pięknym widokiem. Przy tak pięknej polskiej jesieni wiele mi nie potrzeba - wystarczają piękne kolory drzew, dywan ze złotych liści, świetna muzyka w uszach i czuję się spełniona. Uśmiecham się mimowolnie najszerzej jak umiem, czuję się przez to zawsze trochę durnie na ulicy, ale halo, przecież jest TAK PIĘKNIE. Jestem już spokojna, szczęśliwa. Ze szczerym uśmiechem na ustach wchodzę w studencki świat kojarzący mi się już z zapachem formaliny.
Jak przypadło na typową pierwszoroczną studentkę medycyny - fartuch noszę wyprostowana i pełna podekscytowania. Wyuczone nazwy łacińskie używam przy każdej możliwej okazji, a paski od moich torebek powoli zaczynają już powoli pękać od grubości przenoszonego w nich atlasu. Nie ma w tym jakiejś zuchwałości - czuję po prostu, że spełniam swoje ogromne marzenie. Chyba jeszcze nigdy wcześniej nie czułam, że gdzieś tak przynależę, że pasuję, że to właśnie TO.
Mam swojego anioła stróża przy sobie, poznaję kolejne świetne osoby, nie ogarniam zarządzania pieniędzmi, mieszkam z dziewczyną z Kazachstanu w pokoju
Ucałowuję i każdemu życzę takiego poczucia spełnienia, jakie nawiedziło mnie w tym przepięknym, zaczarowanym mieście!


środa, 3 września 2014

Jestem już w pewien dziwny sposób zmęczona, przyzwyczajona. Małe sytuacje przeradzają się w wielkie. Jak to się w ogóle dzieje? I po co. Nie wiem, czy to ja otwieram oczy ze zdziwienia, czy inni. Czy to oni pokazują prawdziwych siebie, jakich nie widziałam wcześniej, czy to może moja wina. Może gdzieś po drodze się zagapiłam. Tracę grunt pod nogami i czuję to coraz wyraźniej. Mam nadzieję, że nowe miasto, nowy, świeży start przyniosą jakichś wartościowych ludzi, którzy postanowią zostać na dłużej w moim życiu.
Nowe wrażenia, nowe miejsca.
Mam nieraz wrażenie, że coś sobie uroiłam. Jakąś bliskość, jakieś przywiązanie.

sobota, 12 lipca 2014

Wiem  już, że na medycynę się dostanę. Jeszcze tylko nie wiem, gdzie ostatecznie wyląduję.


piątek, 20 czerwca 2014

Lover of the light.

Jest we mnie pewien dziwny rodzaj zaskoczenia. Szukam go wśród przyjaciół, ale wydaje się, że dopadł jak narazie tylko mnie. Kiedy każdy przyjmuje kolejne wyzwania stające na swojej drodze jako naturalną kolej rzeczy - ja nie mogę się nadziwić, że jestem już w tym miejscu. Tkwi we mnie chyba wciąż dużo z dziecka. Co chwilę oglądam się za siebie i nadziwić się nie mogę, że nie dość, że już jestem pełnoletnia, to już nawet skończyłam liceum. Nie podoba mi się to. Może nie tyle fakt ukończenia liceum, ile tego, że coraz wyraźniej widzę na horyzoncie większą odpowiedzialność, nowy dom (a miasto, w którym będzie się on znajdował pozostaje dla mnie wciąż zagadką), nowe środowisko. Wszystko, cholera, nowe. Kiedy mi tak dobrze. Boję się trochę. Czuję, że nie pogodziłam się ze wszystkimi moimi doświadczeniami nabytymi w przeszłości. To wszystko tkwi we mnie i nie daje mi się cieszyć z tego, co przede mną. Chyba powinnam być podekscytowana. Nie móc się doczekać tego, co dokładnie za 165 godzin wyświetli mi się na jakiejś stronie. Wyniki matur. Stop, stop, mogłabym jeszcze poczekać? Mi jest przeciez teraz naprawdę dobrze. Ja nie potrzebuję nowych wrażeń, stresu. Stawiam powoli małe kroki w stronę dorosłości. To chyba chore, że mając 18 lat już zdaję sobie sprawę z tego, jak będę tęsknić za tymi czasami. A może to dobrze?


czwartek, 10 kwietnia 2014

Urodziny!

Skakać, biegać, piszczeć, tańczyć. Byle tylko wyrazić całe szczęście, jakie we mnie siedzi. Jest tak cudownie, że nie jestem w stanie chyba ująć tego w słowa. Stałam się taką osobą, jaką chciałam być. Dobra, zawsze jest coś do poprawki. Jestem po prostu z siebie dumna. I do tego przyjaciel zapowiedział, że częścią prezentu urodzinowego jest oglądanie na żywo operacji. Czekajcie, to musi być jakiś sen, nie..?


niedziela, 23 marca 2014

Brokulowe pesto

Pesto ( a juz szczegolnie zielone ) moglabym jesc codziennie. I wierzcie mi, ze nie przesadzam - zdarzalo mi sie je jesc nawet 4 dni pod rzad. Wiec kiedy dzisiaj wrocilam z biegania, slyszac jak woda przelewa mi sie w butach, wiedzialam, co zjem kiedy skoncze cwiczyc. Wiele wieksza przyjemnosc sprawia mi bieganie w deszczu, niz przy pieknej pogodzie. Sama nie do konca rozumiem.
Okej, w kazdym razie - po cwiczeniach zrobilam sobie nieco zmodyfikowana wersje pesto domowego.

Pesto z brokula:
- ok. 200 g brokula
- 1.5 lyzki oliwy z oliwek
- 1 duzy zabek czosnku
- okolo 1.5 lyzeczki bazylii (suszonej, chociaz ze swieza byloby o niebo lepsze)
- sol do smaku

Wyszlo mi na dwie porcje. Dzisiejsza zmieszalam z makaronem pelnoziarnistym, oliwkami i cebula.
Zycze wszystkim satysfakcjonujacego przyszlego tygodnia - a sobie duzo deszczu ;-)

sobota, 1 marca 2014

T.

Zyje sie tymi przedmiotami maturalnymi ciagle. Od jednego poranka do nastepnego. Od jednego wieczora do nastepnego. Rzadko zdarza sie przerwa. Znak stop dla mysli o maturze nie pojawia sie nawet, kiedy stoje pod prysznicem, ani kiedy szykuje sniadanie. Towarzysza mi ciagle, doslownie ciagle. Wiec kiedy spotykam sie z jedna z najdrozszych mi osob na swiecie, przyjacielem, ktory szedl dokladnie ta sama droga i celowal w te same studia mam chwile wytchnienia. Co jakis czas w naszej rozmowie przewija sie temat matury, zaliczenia z farmakologii czy nauczycieli, bo bez tego rozmowa bylaby chyba wrecz niemozliwa. Ale jest dla mnie wreszcie miejsce, odrobina tego czasu, kiedy moje serce czuje sie jak w domu. Moge pozwolic sobie na zahamowanie tych mysli, bo wiem, jak cenne sa dla mnie chwile z nim. I nie mysle wtedy o tym, ze powinnam sie teraz uczyc. To troche jest jak prezent. Miec kogos, przy kim czuje sie tak swobodnie i tak bardzo w odpowiednim miejscu, ze pozwlalam sobie skupic sie na celebrowaniu naszego wspolnego czasu, zamiast myslec o maturze. To jest dopiero szczescie.

wtorek, 12 listopada 2013

Gdzieś tam między funkcjami pokrywy skrzelowej u ryb, rodzajami wakuoli, a hydrolizą anionowo-kationową znalazłam tą chwilkę, żeby dojść do wniosków, że naprawdę fajnych mam tych byłych facetów. No, może z małym wyjątkiem, ale poza tym, to ekstra są. A teraz biegnę dalej, przez polski, biologię i oby do jutra.

poniedziałek, 16 września 2013

Nie umiem poskładać sobie w główce tego, co właściwie się ostatnio dzieje. Odszedł ktoś ważny, ktoś najlepszy. Obiecaliśmy sobie piwo po maturze. I dostałam ostatnią lekcję od mojego najukochańszego nauczyciela na świecie. Żeby nie czekać, żeby mieć odwagę. Szkoda, że nad grobem przyszło mi mówić o tym, jaki był wyjątkowy i jak ważny. Mam nadzieję, ze wszystko slyszal.
Jestem sobie teraz taka nijaka w klasie maturalnej. I czuję, że szkoła się zaczęła. Nie powiem, że za bardzo, bo lubię, kiedy nie jestem leniem. Chyba będę musiała nauczyć się lepszej organizacji czasu.
I kocham, wciąż. Jestem szczęśliwa, przeszczęśliwa, mogąc tak mocno kogoś kochać.
Zaczęłam czytać kryminały.
Nie do końca jeszcze się odnajduję. Dziękuję.

czwartek, 1 sierpnia 2013

Szacunek

Krew mnie zalewa, kiedy słyszę, jak dziewczyny w kolejce za mną zastanawiają się o co się dzisiaj robi takie zamieszanie, że o jakimś powstaniu coś mówili, a ona, biedna, pojęcia nie ma o co chodzi. I właściwie w jakim mieście to powstanie?
Dosłownie - krew mnie zalewa.
Boli serce, kiedy widzę stan wiedzy historycznej dotyczącej, o niebiosa, nie Gwatemali, tylko własnego kraju. Rozumiem brak pojęcia o czymś, co działo się za czasów Kazimierza Wielkiego, bo nie każdy musi z nim skojarzyć Uniwersytet Jagielloński, ale uważam, że o czymś, co działo się 69 lat temu i było pięknym przejawem polskiego patriotyzmu i walki o niepodległość, jednak powinno się wiedzieć.
Serce mnie boli, kiedy słyszę, że to głupie - to całe obchodzenie rocznicy powstania, bo przecież ci ludzie i tak są już 2 metry pod ziemią. Boże, jak dobrze, że nie słyszał tych słów nikt z żyjących powstańców - a przynajmniej mam nadzieję, bo ból byłby ogromny.
W samym powstaniu zginęło około 10 tysięcy osób. Podczas całej II Wojny Światowej ponad 5 i pół miliona osób. 5 i pół miliona ludzi ginęło, za swój kraj, w imie wolnej Polski,w której my żyjemy, w imie honoru i odwagi. Ludzie przeżywali okropne cierpienia, brutalne mordy, zapracowywali się na śmierć, umierali z głodu, umierali z bronią w ręku, przenosząc rozkazy, potajemnie ucząc, niosąc pomoc słabszym, a ludzie po 69 latach mają czelność powiedzieć, że obchodzenie takich rocznic jak wybuch powstania warszawskiego jest głupie. Ludzie ginęli, bo wierzyli w ten kraj. Nie wyrzekli się własnych korzeni, polskości, języka, tradycji, historii.
Nie każę nikomu malować na plecach znaku polski walczącej, tylko kurwa, uszanujmy to oddanie dla kraju. Uszanujmy to poświęcenie. Odnieśmy się z większym szacunkiem do 5 i pół miliona straconych ludzkich żyć i do kolejnej liczby osób, które przeżyły. Po prostu - USZANUJ.







piątek, 26 lipca 2013

Wciąż popełniam ten sam błąd. WIERZĘ. Naiwnie i jak małe dziecko, które wydaje się nie zdaje sobie sprawy, że ludzie mogą zawieźć. A pokładanie nadziei w każdym po kolei to moja własna głupota.

sobota, 13 lipca 2013

Zbieram te wszystkie przedmioty, kupuję ubrania, wybieram meble, a za ileś lat ktoś wyrzuci to wszystko dokładnie tak, jak ja wyrzuciłam dzisiaj po kimś innym. Jakoś ciąży mi to na sumieniu, bo czuję się tak, jakbym wyrzucała czyjeś życie, jego pozostałości tutaj, przedmioty, ubrania, własność, która była jej i jego, chociaż oni już odeszli. Ale do tej pory mogłam zawsze wejść, poprzeglądać zdjęcia, widzieć w notatniku ostatnie zapiski, charakter pisma, tak dobrze mi znany. Wyrzuciłam wszystkie laurki, tworzone przeze mnie odkąd tylko nauczyłam się pisać, czy rysować.Ubrania, które tak dobrze się pamięta. Wszystko, co tworzyło to mieszkanie teraz ma zniknąć, a ja czuję się tak, jakbym dopiero teraz żegnała się z nimi.

niedziela, 16 czerwca 2013

Wszystko powoli wraca na swoje tory, wszystko wokół mnie zaczyna powoli stanowić jakąś określoną, spójną całość. To jeszcze nie jest ten moment, kiedy mogę powiedzieć, że jest super, ale powoli, małymi kroczkami, a będę mogła. Jak narazie skupiam się na fakcie, ze jutro ostatni sprawdzian, a za 4 dni pakuję walizkę. Odseparuję się od otoczenia, od rzeczy, które mnie rozpraszają, demotywują i w jakimś większym czy mniejszym stopniu krzywdzą. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli, a po powrocie poczuję, że uporam się już niebawem z przeszłością. Życie stanie się najpiękniejsze, kiedy M będzie miał czas, żeby widywać się ze mną trochę częściej, a ja nie będę miała czasu się nudzić. Brzmi to naprawdę kusząco i nastraja niesamowicie pozytywnie. 


wtorek, 11 czerwca 2013

Jesteś różowy krem na cieście,
I byłbym ciebie jadł,
O wiele częściej.
Jesteś o wiele lepszym wierszem,
Niż każdy który ja,
Rzetelnie splecę,
Chcąc Cię uchwycić w tekście.
Pewne, nie zawsze będzie pięknie.
Ucieknę w którąś noc,
Lecz do póki jestem,
Nie broń mi mała,
Wierzyć, że,
Cały świat,
Nie jest wart,
Ciebie.