sobota, 12 lipca 2014
piątek, 20 czerwca 2014
Lover of the light.
czwartek, 10 kwietnia 2014
Urodziny!
niedziela, 23 marca 2014
Brokulowe pesto
Pesto ( a juz szczegolnie zielone ) moglabym jesc codziennie. I wierzcie mi, ze nie przesadzam - zdarzalo mi sie je jesc nawet 4 dni pod rzad. Wiec kiedy dzisiaj wrocilam z biegania, slyszac jak woda przelewa mi sie w butach, wiedzialam, co zjem kiedy skoncze cwiczyc. Wiele wieksza przyjemnosc sprawia mi bieganie w deszczu, niz przy pieknej pogodzie. Sama nie do konca rozumiem.
Okej, w kazdym razie - po cwiczeniach zrobilam sobie nieco zmodyfikowana wersje pesto domowego.
Pesto z brokula:
- ok. 200 g brokula
- 1.5 lyzki oliwy z oliwek
- 1 duzy zabek czosnku
- okolo 1.5 lyzeczki bazylii (suszonej, chociaz ze swieza byloby o niebo lepsze)
- sol do smaku
Wyszlo mi na dwie porcje. Dzisiejsza zmieszalam z makaronem pelnoziarnistym, oliwkami i cebula.
Zycze wszystkim satysfakcjonujacego przyszlego tygodnia - a sobie duzo deszczu ;-)
sobota, 1 marca 2014
T.
Zyje sie tymi przedmiotami maturalnymi ciagle. Od jednego poranka do nastepnego. Od jednego wieczora do nastepnego. Rzadko zdarza sie przerwa. Znak stop dla mysli o maturze nie pojawia sie nawet, kiedy stoje pod prysznicem, ani kiedy szykuje sniadanie. Towarzysza mi ciagle, doslownie ciagle. Wiec kiedy spotykam sie z jedna z najdrozszych mi osob na swiecie, przyjacielem, ktory szedl dokladnie ta sama droga i celowal w te same studia mam chwile wytchnienia. Co jakis czas w naszej rozmowie przewija sie temat matury, zaliczenia z farmakologii czy nauczycieli, bo bez tego rozmowa bylaby chyba wrecz niemozliwa. Ale jest dla mnie wreszcie miejsce, odrobina tego czasu, kiedy moje serce czuje sie jak w domu. Moge pozwolic sobie na zahamowanie tych mysli, bo wiem, jak cenne sa dla mnie chwile z nim. I nie mysle wtedy o tym, ze powinnam sie teraz uczyc. To troche jest jak prezent. Miec kogos, przy kim czuje sie tak swobodnie i tak bardzo w odpowiednim miejscu, ze pozwlalam sobie skupic sie na celebrowaniu naszego wspolnego czasu, zamiast myslec o maturze. To jest dopiero szczescie.
wtorek, 12 listopada 2013
poniedziałek, 16 września 2013
Jestem sobie teraz taka nijaka w klasie maturalnej. I czuję, że szkoła się zaczęła. Nie powiem, że za bardzo, bo lubię, kiedy nie jestem leniem. Chyba będę musiała nauczyć się lepszej organizacji czasu.
I kocham, wciąż. Jestem szczęśliwa, przeszczęśliwa, mogąc tak mocno kogoś kochać.
Zaczęłam czytać kryminały.
Nie do końca jeszcze się odnajduję. Dziękuję.
czwartek, 1 sierpnia 2013
Szacunek
Dosłownie - krew mnie zalewa.
Boli serce, kiedy widzę stan wiedzy historycznej dotyczącej, o niebiosa, nie Gwatemali, tylko własnego kraju. Rozumiem brak pojęcia o czymś, co działo się za czasów Kazimierza Wielkiego, bo nie każdy musi z nim skojarzyć Uniwersytet Jagielloński, ale uważam, że o czymś, co działo się 69 lat temu i było pięknym przejawem polskiego patriotyzmu i walki o niepodległość, jednak powinno się wiedzieć.
Serce mnie boli, kiedy słyszę, że to głupie - to całe obchodzenie rocznicy powstania, bo przecież ci ludzie i tak są już 2 metry pod ziemią. Boże, jak dobrze, że nie słyszał tych słów nikt z żyjących powstańców - a przynajmniej mam nadzieję, bo ból byłby ogromny.
W samym powstaniu zginęło około 10 tysięcy osób. Podczas całej II Wojny Światowej ponad 5 i pół miliona osób. 5 i pół miliona ludzi ginęło, za swój kraj, w imie wolnej Polski,w której my żyjemy, w imie honoru i odwagi. Ludzie przeżywali okropne cierpienia, brutalne mordy, zapracowywali się na śmierć, umierali z głodu, umierali z bronią w ręku, przenosząc rozkazy, potajemnie ucząc, niosąc pomoc słabszym, a ludzie po 69 latach mają czelność powiedzieć, że obchodzenie takich rocznic jak wybuch powstania warszawskiego jest głupie. Ludzie ginęli, bo wierzyli w ten kraj. Nie wyrzekli się własnych korzeni, polskości, języka, tradycji, historii.
Nie każę nikomu malować na plecach znaku polski walczącej, tylko kurwa, uszanujmy to oddanie dla kraju. Uszanujmy to poświęcenie. Odnieśmy się z większym szacunkiem do 5 i pół miliona straconych ludzkich żyć i do kolejnej liczby osób, które przeżyły. Po prostu - USZANUJ.
piątek, 26 lipca 2013
sobota, 13 lipca 2013
niedziela, 16 czerwca 2013
wtorek, 11 czerwca 2013
I byłbym ciebie jadł,
O wiele częściej.
Jesteś o wiele lepszym wierszem,
Niż każdy który ja,
Rzetelnie splecę,
Chcąc Cię uchwycić w tekście.
Pewne, nie zawsze będzie pięknie.
Ucieknę w którąś noc,
Lecz do póki jestem,
Nie broń mi mała,
Wierzyć, że,
Cały świat,
Nie jest wart,
Ciebie.
sobota, 8 czerwca 2013
niedziela, 2 czerwca 2013
sobota, 1 czerwca 2013
4 nad ranem
niedziela, 26 maja 2013
czwartek, 23 maja 2013
niedziela, 14 kwietnia 2013
Drodzy ANONIMOWI komentatorzy.
W życiu wychodzę z załozenia, że żal tłumiony wewnątrz, jakiś rodzaj nienawiści, fala negatywnej krytyki w stosunku do samego siebie objawia się właśnie takim oto odbiorem drugiego człowieka. Ktoś, kto czuje szacunek do siebie, kocha samego siebie i akceptuje nie czuje ani grama potrzeby analizowania, komentowania czy zmieniania innych. Najczęściej jest tak, ze ludzie, którzy wytykają coś innym mają mniejsze czy większe problemy z zaakceptowaniem własnych wad.
Nie zrozumcie mnie źle, bo uważam, ze krytyka jest rzeczą dobrą. Tylko trzeba umieć dostrzec gdzie krytyka jest rzeczą dobrze odbieraną, a gdzie zaczyna już być nieco chora, czy absurdalna. O ile nie widzę nic złego w komentowaniu rzeczy tak przyziemnych, jak motyw bloga, o tyle wchodzenie w jakąś analizę czyjegoś postępowania, które w ŻADNYM stopniu nie odbija się na innych ludziach jest dla mnie oznaką wyzej wymienionych cech.
Troszeczkę czuję tu jakiś napływ typowego mało miastowego myślenia. Wielu odbiera to za rzecz "popierdoloną", że w Anglii, czy Stanach ludzie wychodzą do sklepu w turbanie z ręcznika na głowie i piżamie, do tego trzymając na rękach małe dziecko. Na takich ludzi nikt się tam nie ogląda, bo co to kogo obchodzi. Wszyscy starają się skupiać na autokrytyce, robieniu tego, co im daje szczęście zamiast osądzać innych. Moze my też moglibyśmy spróbować?
To, czy się odchudzam, czy nie, czy tyję, czy chudnę, czy jednego dnia będę żyła o wodzie, a drugiego wpierdalała tonę słodyczy, pizzę, kebab, a wszystko przepiję colą jest tylko i wyłącznie moją sprawą. Kochani, niech każdy z nas skupi się na SWOIM zyciu. Róbmy to, co daje nam szczęście. Jeśli dla mnie taki sposób życia: raz chudnę, raz tyję, raz wpierdalam, raz nie, jest tym, co daje mi szczęście - właśnie tak będę nadal robić. I życzę tego każdemu z Was - żeby robić to, co TOBIE sie podoba, nie martwić się o to, jak ktoś to odbiera. Gońmy wszyscy za SWOIMI marzeniami, róbmy co uważaMY za słuszne, a życie naprawdę stanie się wiele przyjemniejsze.
Jeśli dla Ciebie jest to "okropne" jak się odżywiam, to po prostu skupiaj się na tym jak TY się odżywiasz. Bo powiedzmy sobie szczerze - co to zmieni, że zjedziesz mnie? Budujesz jedynie w sobie coraz większą złośliwość. Bo ani nie dodaje Ci to siły, ani nie zmienia Cię na lepsze - więc po co?
Mówię serio, wręcz proszę was, LUDZIE, angażujcie cały zasób swoich emocji w POZYTYWNE działania. W samodoskonalenie, poznawanie samego siebie, w akceptację samego siebie. Życie jest wtedy naprawdę piękne :3
Dodam jeszcze na koniec, o pierwszym komentarzu - Drugie zdanie jest czymś, co odbieram jako miłe. Nie czuję w tym żadnego hejta, żadnej złośliwości. Pracuję nad akceptacją samej siebie, nie ma we mnie nienawiści do swojego ciała, jesteśmy w jak najlepszej zgodzie. :3
Dziękuję za uwagę, mili państwo, i życzę Wam wszystkim jak najwięcej pozytywnego myślenia i pokochania samego siebie.
Dodam parę zdjęć - a nuż ktoś zrozumie, co mam na myśli dzięki temu.









